3 powody by iść na film “Prorok”

Prorok – fabularny debiut reżysera Michała Kondrata, dotąd znanego jako twórca fabularyzowanych dokumentów o św. Faustynie Kowalskiej czy Maksymilianie Kolbe – jest doskonałym kinem historycznym. Wyśmienite kreacje aktorskie oraz wierne odtworzenie szarych realiów (także moralnych) PRL-u czynią film doskonałą okazją, by w atrakcyjny i wciągający sposób przestawić młodym widzom zasługi kard. Stefana Wyszyńskiego oraz licznych ludzi Kościoła w walce o wolność polskiego narodu za komuny. 

1. Ważna odtrutka na rynsztokowy antyklerykalizm 

Nie zostanę okrzyknięty drugim Kolumbem, jeśli zwrócę uwagę na fakt, że w ostatnich latach w liberalno-lewicowych polskich mediach pojawiło się wiele artykułów i reportaży przedstawiających Kościół jako organizację mafijną. 

Tego rodzaju publikacje mogą, do pewnego stopnia, służyć oczyszczeniu Kościoła. W przypadku chociażby głośnych przypadków wykorzystania seksualnego osób małoletnich przez kapłanów, śledztwa dziennikarskie doprowadziły do dymisji licznych skorumpowanych hierarchów czy ukarania upadłych duchownych. W 2002 roku Jan Paweł II powiedział amerykańskim kardynałom, że „świat musi widzieć, że w stanie kapłańskim nie ma miejsca dla tych, którzy krzywdzą młodzież.” Medialne ujawnienie grzechów czy zaniedbań instytucji Kościoła może pomóc w uczynieniu go przejrzystszym. 

Nie bądźmy jednak naiwni – często w takich publikacjach nie chodzi o oczyszczenie naszej wspólnoty, lecz o dokopanie „czarnym”. W Australii medialny lincz doprowadził do skazania kard. George’a Pella za pedofilię na podstawie wątpliwych zarzutów (ostatecznie został jednomyślnie uniewinniony przez Sąd Najwyższy tego kraju). 

Z kolei podtytuł niedawnej antyklerykalnej książki wydanej w naszym kraju brzmi: Kryminalna historia Kościoła. Takie jednowymiarowe przedstawienie dwóch tysięcy lat katolicyzmu jest wielce niesprawiedliwe wobec świętych księży, zakonnice i osób świeckich, którzy moim zdaniem są znacznie liczniejsi niż ci, którzy sieją zgorszenie. 

W ostatnich tygodniach na ekrany polskich kin trafiły jednak dwa dzieła, które przedstawiają bohaterskich kapłanów: Johnny, filmowa biografia zmarłego na raka społecznie zaangażowanego kapłana ks. Jana Kaczkowskiego, oraz Prorok, który przedstawia służbe kard. Stefana Wyszyńskiego w latach 1956-1978. 

Nieważne, czy ktoś lubi księży bądź nie, czy ktoś jest katolikiem, niewierzącym czy wyznawcą innej religii. Uczciwość intelektualna wymaga, byśmy docenili rolę Kościoła w powstaniu i podtrzymaniu naszej cywilizacji oraz naszego kraju. Bez takich ludzi jak kard. Wyszyński, Jan Paweł II, ks. Jerzy Popiełuszko nie byłoby dzisiaj wolnej Polski, politycznie zintegrowanej z Zachodem, bez cenzury i bez represji politycznych. 

2. Prymas jako interreks 

W dobie królów elekcyjnych prymas Polski był interreksem, czyli spełniającym funkcję głowy państwa, w czasie pomiędzy śmiercią lub abdykacją jednego króla a wyborem jego następcy. Poprzednik kard. Wyszyńskiego na tym stanowisko, August Hlond, doprowadził do mocnego zachwiania się autorytetu prymasa, gdyż podczas niemieckiej okupacji Polski uciekł na Zachód. Polacy czuli się zawiedzeni, że głowa polskiego Kościoła pozostawiła ich samych w godzinie wielkiej próby. Nominacja kard. Wyszyńskiego na prymasa Polski w 1948 roku doprowadziła jednak do szybkiej odbudowy autorytetu tego urzędu. 

Prorok jest trzecim kinowym podejściem do biografii Prymasa Tysiąclecia. W 2000 roku powstał Prymas. Trzy lata z tysiąca, w którym tytułową postać brawurowo zagrał Andrzej Seweryn. Film skupia się na internowaniu niezłomnego Wyszyńskiego przez reżim komunistyczny w latach 1953-1956, wraz z jego sekretarzem oraz donoszącą do SB zakonnicą (świetne kreacje Zbigniewa Zamachowskiego oraz Mai Ostaszewskiej). Z kolei rok temu mogliśmy zobaczyć Wyszyńskiego. Zemstę czy przebaczenie – kompetentnie zrobione, ale łatwe do zapomnienia ukazanie wojennych losów przyszłego prymasa. 

Prorok różni się od dwóch pozostałych produkcji nie tylko ze względu na lata, które zostały przedstawione na ekranie. Prymas. Trzy lata z tysiąca przypomina teatr telewizję – film jest kameralnym, psychologicznym portretem. Zemsta czy przebaczenie ma konwencję filmu wojennego. Z kolei najnowsze dzieło Michała Kondrata jest kinem monumentalnym, epickim, czymś co Anglosasi nazwaliby period piece. 

W pierwszej scenie widzimy, jak abp Antoni Baraniak, ordynariusz poznański, jest bity, poniżany i torturowane przez UB. Następnie reżyser przedstawia objęcie stanowiska I sekretarza PZPR przez Władysława Gomułkę, „narodowego” komunistę, który po dusznych latach stalinizmu wprowadza odwilż, dzięki któremu zostają wypuszczeni z internowania Wyszyński oraz Baraniak. 

Gomułka oraz premier Józef Cyrankiewicz szybko orientują się jednak, że prymas nie sprzyja władzy ludowej. Dlatego aparat państwowy otacza Wyszyńskiego siecią agentów. Nieustanne prowokacje służą osłabieniu autorytetu duchowieństwa. Po niedzielnej Mszy kobieta podstawiona przez SB rzuca się na szyję prymasa, co potajemnie fotografuje współpracownik reżimu. Przypomina to akcję SB o kryptonimie „Triangolo” – przed pielgrzymką Jana Pawła II do Polski w 1983 bezpieka bezskutecznie próbowała przekonać społeczeństwo, poprzez sfałszowane listy miłosne oraz zmuszenie przyjaciółki papieża Ireny Kieniewicz do złożenia fałszywych zeznań pod wpływem środków odurzających, że Karol Wojtyła miał kochankę i dziecko. 

Prorok przedstawia Wyszyńskiego i Gomułkę jako przeciwieństwa – ten pierwszy jest spokojny, pełen miłości, także dla nieprzyjaciół (pomimo oporu części biskupów zabiega o wysłanie do episkopatu Niemiec słynny list ze słowami „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie” zaledwie dwadzieścia lat po zakończeniu wojny), tymczasem autorytarny I sekretarz zionie nienawiścią do wszystkich. Ten zabieg narracyjny przypomina zestawienie granego przez Gerarda Depardieu Dantona z Robespierre’m (Wojciech Pszoniak) w klasycznym dziele Andrzeja Wajdy. 

Jednak myliłby się czytelnik, który obawia się, że Prorok przedstawia nierealistyczną, czarno-białą dychotomię dobrzy księża-złe komuchy. Każda dyktatura doprowadza do zepsucia dobrych ludzi. Nie każdy był niezłomny jak kard. Wyszyński czy Generał Nil. Także wśród ludzi Kościoła byli tacy, którzy z różnych powodów – strachu, esbeckich haków czy czystego oportunizmu – dali się złamać. 

Prorok przedstawia sekretarza Wyszyńskiego, który przyznaje się prymasowi, że na niego donosił. Kardynał jednak postanawia mu wybaczyć i pozostawić go na stanowisku. Film nie sugeruje jednoznacznie, czy to był wielkoduszny gest chrześcijańskiego przebaczenia czy raczej ryzykowna naiwność. Dla osób, które mają szczęścia żyć w wolnym kraju, takie dylematy są niemożliwe do rozstrzygnięcia. 

Interesujący jest też wątek rodziny, która rozpada się, kiedy okazuje się, że mąż był na usługach reżimu. Prymas próbuje ratować sytuację i doprowadzić do pojednania, ale sytuacja ma swój niespodziewany finał. 

3. Wreszcie czas na dobre kino religijne 

Prorok jest bardzo dobrym filmem religijnym i historycznym. Dobór aktorów jest na najwyższym poziomie – szczególnie udana jest kreacja Adama Ferencego jako Gomułka. Chociaż trwa 126 minut, Prorok nigdy się nie dłuży – został nakręcony w konwencji udanego filmu sensacyjnego. Jedynym drobnym mankamentem jest niepasująca do tamtych czasów ścieżka dźwiękowa, która chwilami nawet zahacza o… techno. Osobiście cenię podejście Martina Scorsesego, który nigdy nie wykorzystuje utworów, które powstały później, niż w czasie, kiedy rozgrywa się konkretna scena. 

Zatem złośliwe recenzje Proroka w liberalnych mediach można odczytać jako przejaw frustracji. Np. w „Newsweeku” przeczytamy: 

W masochistycznym uniesieniu, świętując Dzień Niepodległości, poszedłem do kina udręczyć się na filmie Prorok o kardynale Stefanie Wyszyńskim. To kolejny produkt z taśmy patriotyczno-religijnej fabryki wypuszczającej dzieła, których nikt prócz grupki maniaków nie chce oglądać. 

Czy autor był na tym samym filmie co „maniak” piszący te słowa? Znam kino religijne, które mimo szlachetnych intencji jest koszmarne (np. Bóg nie umarł i pozostałe produkcje amerykańskiej wytwórni Pinnacle Peak Pictures). Prorok jest dowodem, że w kinie nie musi być konflikt pomiędzy wartościami artystycznymi a moralnymi. 

 

Zobacz oficjalny zwiastun

Ostatnio opublikowane na naszej stronie

Fundacja – komu i jak może pomóc?

Postaram się własnymi słowami przedstawić sens funkcjonowania fundacji. Zależy mi, aby były to praktyczne wyjaśnienia i wskazówki, z mojej perspektywy – podopiecznej

Film Fatima w Kinie Arka do końca lutego

W czasach Wielkiej Wojny ludzie poszukiwali nadziei. Doświadczyli cudu. Inspirowaną prawdziwymi wydarzeniami, poruszającą opowieść o objawieniach fatimskich, które dały siłę milionom chrześcijan,

Kino Parafialne Arka Pana

Od stycznia przy kościele Arka Pana w Krakowie-Bieńczycach rozpoczęło swoje działanie Kino Parafialne Arka. Przyglądamy się dziś technicznym aspektom tego projektu i

Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments
trackback

[…] Bardzo dobry punkt widzenia Kościoła przedstawia film “Prorok” – tutaj możesz przeczytać jego recenzję. […]