100 milionów dla Maryi? Pomnik w Konotopiu i pytanie, które już padło w Ewangelii

55,6 metra wysokości. Niewielkie Konotopie w województwie kujawsko-pomorskim. Ogromna figura Matki Bożej widoczna z daleka i kwota, która od miesięcy pojawia się w nagłówkach: około 100 milionów złotych. Jedni przyjeżdżają zobaczyć niezwykłą konstrukcję, inni widzą w niej świadectwo wiary, jeszcze inni pytają z oburzeniem: czy naprawdę trzeba było wydawać tyle pieniędzy na pomnik? Czy nie lepiej było przeznaczyć je na biednych, hospicja, chore dzieci albo potrzebujące rodziny? Dyskusja wokół pomnika Matki Bożej w Konotopiu okazuje się jednak dużo ważniejsza niż prosty spór o pieniądze. Prowadzi bowiem do pytania, które w niemal identycznej formie zostało zapisane w Ewangelii prawie dwa tysiące lat temu.

 

Pomnik Matki Bożej w Konotopiu – co właściwie powstało?

15 sierpnia 2026 roku w Konotopiu koło Kikoła został poświęcony Monument Matki Bożej Miłosiernej. Całość ma 55,6 metra wysokości. Sama figura Maryi mierzy ponad 40 metrów, a jej podstawę stanowi około piętnastometrowa konstrukcja w formie korony, w której znajduje się także taras widokowy. Fundatorami przedsięwzięcia są Roman i Grażyna Karkosikowie. Dostępne informacje wskazują, że inwestycja została sfinansowana ze środków prywatnych. Nie mamy więc do czynienia z pomnikiem wybudowanym z budżetu państwa czy samorządu. Pojawiająca się w mediach kwota około 100 milionów złotych jest natomiast szacunkiem – dokładnego kosztu całego przedsięwzięcia fundatorzy publicznie nie przedstawili.

Istotne jest również to, że monument nie powstał przede wszystkim jako atrakcja turystyczna ani próba ustanowienia kolejnego rekordu. Dla fundatorów ma charakter wotum wdzięczności. I właśnie to słowo wydaje się tutaj kluczowe. Wotum nie jest bowiem inwestycją, która musi się ekonomicznie zwrócić. Nie powstaje po to, aby wygenerować odpowiednią liczbę wejść, noclegów czy wpływów do lokalnych restauracji. Jest odpowiedzią człowieka na to, co uważa za otrzymany dar. Jest materialnym sposobem powiedzenia: „dziękuję”.

 

W internecie obok faktów pojawiły się również fake newsy

Jak można się było spodziewać, skala inwestycji wywołała ogromną dyskusję. W mediach społecznościowych pojawiły się tysiące komentarzy, memów, ocen i prób obrony monumentu. Niestety wraz z nimi zaczęły krążyć również informacje nieprawdziwe lub niemożliwe do potwierdzenia – zarówno dotyczące fundatorów, ich działalności dobroczynnej, jak i samej inwestycji. Część takich materiałów wygląda bardzo przekonująco: pojawiają się konkretne liczby, nazwy instytucji, numery rejestrów i rzekome źródła. Problem w tym, że po dokładniejszym sprawdzeniu niektóre z tych informacji okazują się błędne.

Warto o tym wspomnieć, ponieważ dobrej sprawy nie trzeba bronić nieprawdą. Jeżeli chcemy mówić o chrześcijaństwie, trudno jednocześnie przekazywać dalej niesprawdzone informacje tylko dlatego, że wzmacniają argument, z którym się zgadzamy. W przypadku Konotopia wystarczy to, co rzeczywiście wiemy: monument został ufundowany prywatnie, ma charakter religijnego wotum i wywołał ogromną publiczną debatę. I właśnie ta debata może się okazać znacznie ważniejsza niż kolejne internetowe wojny na liczby.

 

Czy ten pomnik może przynieść coś dobrego?

To pytanie jest chyba ważniejsze od dyskusji o samej wysokości figury. Czy pomnik Matki Bożej w Konotopiu może stać się narzędziem ewangelizacji? Być może. Dla dużej części odwiedzających pozostanie ona prawdopodobnie przede wszystkim ciekawostką turystyczną. Przyjadą, zrobią zdjęcie, wejdą na taras, nagrają film telefonem, wrzucą go do mediów społecznościowych i pojadą dalej. To jeszcze nie jest ewangelizacja.

Oczywiście Bóg może posłużyć się tym miejscem inaczej. Historia Kościoła zna miejsca, które początkowo nie zapowiadały niczego szczególnego, a z czasem stawały się ważnymi przestrzeniami modlitwy, nawrócenia i spotkania z Bogiem. Nie wiemy, czy podobnie będzie z Konotopiem. Może kiedyś wydarzy się tam coś, czego dziś nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Ale nawet jeśli nic nadzwyczajnego się nie wydarzy, monument już teraz stworzył niezwykłą okazję do rozmowy o wierze. Nie dlatego, że jest wysoki. Dlatego, że sprowokował dokładnie takie pytanie, jakie pojawiło się kiedyś obok Jezusa.

 

„Dlaczego nie sprzedano tego i nie rozdano ubogim?”

Scena rozgrywa się w Betanii, niedługo przed męką Chrystusa. Maria bierze bardzo drogi olejek nardowy i namaszcza nim stopy Jezusa. Święty Jan zaznacza, że olejek był niezwykle wartościowy. Wtedy Judasz pyta: „Czemu to nie sprzedano za trzysta denarów i nie rozdano ubogim?” (J 12,5). Trzysta denarów było olbrzymią sumą – odpowiadało wielu miesiącom pracy zwykłego człowieka. Argument Judasza wydaje się więc bardzo rozsądny. Można przecież zrobić szybkie obliczenie: ilu ludzi dałoby się nakarmić, ilu potrzebującym można byłoby pomóc, zamiast w ciągu kilku chwil wylać cały drogocenny olejek na stopy jednego człowieka.

I wtedy Jezus wypowiada zdanie, które również dzisiaj może szokować: „Ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie” (J 12,8). Trzeba uważać, żeby nie zrobić z tej sceny zbyt prostego argumentu. Nie mamy prawa każdego człowieka krytykującego monument nazywać Judaszem. Święty Jan znał motywację Judasza i wyraźnie ją opisuje. My nie znamy motywacji człowieka, który dziś pisze w internecie: „lepiej było dać te pieniądze biednym”. Być może rzeczywiście troszczy się o potrzebujących. Być może sam pomaga więcej niż ludzie broniący pomnika. Tego nie wiemy.

Znacznie ciekawsze jest coś innego: samo pytanie Judasza pozostaje aktualne. Czy wszystko, co posiadamy, powinniśmy oceniać wyłącznie według tego, ile praktycznego dobra można za te pieniądze zrobić? Czy każdy wydatek, który nie leczy, nie karmi i nie rozwiązuje konkretnego problemu społecznego, staje się automatycznie marnotrawstwem?

 

Jezus nie mówi: biedni nie są ważni

Byłoby absurdem odczytywać odpowiedź Jezusa jako zgodę na obojętność wobec ubogich. Cała Ewangelia temu przeczy. To Jezus mówi o nakarmieniu głodnych, przyjęciu przybyszów, odwiedzeniu chorych i więźniów. To On utożsamia się z człowiekiem potrzebującym: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Co więcej, słowa „ubogich zawsze macie u siebie” nawiązują do Księgi Powtórzonego Prawa, gdzie informacja o tym, że ubogich nigdy nie zabraknie, prowadzi dokładnie do wezwania, aby szeroko otwierać dla nich swoją rękę.

Jezus nie mówi więc: „Bóg zamiast ubogich”. Nie każe wybierać pomiędzy modlitwą a pomocą. Pokazuje natomiast, że człowieka nie można sprowadzić wyłącznie do ekonomii, a wiary do działalności społecznej. Maria robi coś, czego nie da się obronić tabelką w Excelu. Robi coś bezpośrednio dla Jezusa. Jej gest jest przesadny, kosztowny i – z punktu widzenia czystej użyteczności – całkowicie nieopłacalny. A jednak Jezus go przyjmuje.

 

Czy Bóg potrzebuje pomników?

Nie. Bóg nie potrzebuje 55-metrowej figury. Nie potrzebuje również katedr, złotych kielichów, kwiatów przed ołtarzem, organów, obrazów ani pięknej muzyki podczas liturgii. Nie staje się większy dlatego, że człowiek coś dla Niego zbuduje. Pytanie „czy Bóg tego potrzebuje?” jest jednak trochę podobne do pytania, czy zmarły potrzebuje znicza na grobie albo czy żona potrzebuje kwiatów przyniesionych bez okazji. Technicznie – nie. A jednak rozumiemy, że człowiek potrzebuje czasem zrobić coś, co nie wynika z konieczności, lecz z miłości, wdzięczności i potrzeby wyrażenia czegoś większego od niego samego.

Kupujemy kwiaty, choć po kilku dniach zwiędną. Wydajemy pieniądze na obrączki, chociaż do kochania drugiego człowieka nie potrzeba kawałka złota. Organizujemy koncerty, stawiamy pomniki, malujemy obrazy, utrzymujemy zabytki, choć ekonomicznie znacznie taniej byłoby je rozebrać i postawić w ich miejscu funkcjonalne budynki. Czasami nawet utrzymujemy od lat stronę poświęconą ewangelizacji, na którą wchodzi mało czytelników. Z punktu widzenia Excela można byłoby już dawno zamknąć serwer, anulować domenę i zrobić z wolnym czasem coś bardziej „produktywnego”.

A jednak tego nie robimy.

Bo nie wszystko, co pozornie się nie opłaca, jest bez sensu.

Miłość w ogóle jest mało ekonomiczna. Każe dawać więcej, niż trzeba. Każe poświęcać czas osobom, które nigdy się nie odwdzięczą. Każe robić rzeczy, których wartości nie sposób wyrazić w złotówkach. I właśnie scena w Betanii pokazuje, że w relacji człowieka z Bogiem również istnieje przestrzeń na taki nadmiar.

 

Pomagać – ale po co?

Tu dochodzimy do chyba najważniejszej kwestii. Człowiek może przez całe życie pomagać innym. Finansować leczenie, wspierać hospicja, fundować stypendia, opłacać obiady, pomagać rodzinom, angażować się jako wolontariusz. I wszystko to ma wartość niezależnie od tego, czy robi to człowiek wierzący, czy niewierzący. Nie można powiedzieć, że pomoc człowieka niewierzącego jest „bez sensu”. Byłoby to zarówno niesprawiedliwe, jak i niechrześcijańskie.

Wiara stawia jednak jeszcze jedno pytanie: dlaczego drugi człowiek jest aż tak ważny? Dlaczego życie starego, ciężko chorego czy niepełnosprawnego człowieka pozostaje bezcenne nawet wtedy, gdy z ekonomicznego punktu widzenia jego leczenie kosztuje ogromne pieniądze i nigdy się społeczeństwu „nie zwróci”? Chrześcijaństwo odpowiada: ponieważ człowiek nie jest rzeczą ani jednostką produkcyjną. Jest osobą stworzoną i kochaną przez Boga. Ma wartość nie dlatego, że jest użyteczny, zdrowy, piękny czy produktywny.

W tym sensie wiara nie odbiera znaczenia pomaganiu. Przeciwnie – pokazuje jego najgłębszy sens. Chrześcijanin nie pomaga tylko dlatego, że drugi człowiek czegoś potrzebuje. Pomaga również dlatego, że wie, kim ten człowiek jest.

I właśnie tutaj można dostrzec sens wotum. Po latach pracy, zdobywania majątku i dzielenia się nim z innymi człowiek może powiedzieć: „To wszystko nie zaczyna się ode mnie. Sam jestem obdarowany. Chcę podziękować”. Wtedy pomnik nie musi być konkurencją dla pomocy. Może być jej zwieńczeniem. Doksologią – oddaniem chwały Bogu.

 

Ołtarz czy hospicjum? Chrześcijaństwo nie chce takiego wyboru

Dyskusja wokół Konotopia pokazuje pokusę stawiania fałszywej alternatywy. Po co budować kościół, skoro można wybudować hospicjum? Po co kupować piękny kielich, skoro można opłacić komuś leczenie? Po co malować obraz, skoro można nakarmić potrzebujących? Po co pomnik, skoro istnieją chore dzieci?

Chrześcijaństwo odpowiada: potrzebujemy jednego i drugiego. Jeżeli zostanie wyłącznie działalność społeczna, Kościół stanie się jedną z wielu organizacji humanitarnych. Jeżeli zostanie sam kult, a zabraknie człowieka głodnego, chorego i samotnego, religijność stanie się zaprzeczeniem Ewangelii. Jezus nie pozwala nam rozdzielić tych dwóch rzeczy. W Wieczerniku daje uczniom Eucharystię, ale również klęka przed nimi z miską i ręcznikiem. Chrześcijaństwo potrzebuje ołtarza i umytych nóg. Modlitwy i konkretnego czynu. Uwielbienia Boga i otwartej ręki wobec potrzebującego.

Dlatego być może niewłaściwie brzmi pytanie: „Czy zamiast pomnika nie należało pomóc biednym?” Być może warto postawić pytanie inne: „Czy człowiek, który pomaga innym, ma jeszcze prawo zrobić coś wyłącznie po to, aby oddać chwałę Bogu?”

Ewangelia z Betanii odpowiada, że tak.

 

Co dobrego może więc przynieść pomnik w Konotopiu?

Nie wiemy, czym będzie to miejsce za dziesięć czy dwadzieścia lat. Może stanie się ważnym miejscem pielgrzymkowym. Może pozostanie przede wszystkim turystyczną ciekawostką. Być może wielu ludzi przyjedzie tam tylko dlatego, że gdzieś przeczytali o „gigantycznej Maryi”, zrobi zdjęcie i po godzinie odjedzie. A może Bóg wykorzysta to miejsce w sposób, którego dziś nie możemy przewidzieć.

Jedno jednak już się wydarzyło. Pomnik Matki Bożej w Konotopiu zmusił tysiące ludzi do dyskusji o tym, czy wszystko musi być użyteczne. I sprawił, że po dwóch tysiącach lat wróciło do przestrzeni publicznej pytanie z Betanii: „Czy nie można było tego sprzedać i rozdać ubogim?”.

Może więc zamiast odpowiadać agresją na agresję, warto zrobić coś zupełnie innego. Otworzyć Ewangelię i przeczytać odpowiedź Jezusa.

Nie po to, żeby nazwać każdego krytyka Judaszem. Nie po to, żeby usprawiedliwić obojętność na biedę. I nie po to, żeby udowodnić, że każdy religijny wydatek jest automatycznie dobry. Ale po to, żeby przypomnieć sobie, że chrześcijaństwo nie jest wyłącznie programem naprawiania świata. Człowiek potrzebuje chleba. Potrzebuje lekarstwa, mieszkania, bezpieczeństwa i drugiego człowieka.

Ale nie samym chlebem żyje człowiek.

Potrzebuje również wdzięczności, piękna, miłości, sensu i Boga. Maria z Betanii wylała drogocenny olejek na stopy Jezusa. Wielu uznało ten gest za marnotrawstwo. Chrystus zobaczył w nim coś więcej. I być może właśnie tutaj znajduje się największy ewangelizacyjny potencjał monumentu w Konotopiu. Nie w jego wysokości, nie w rekordach i nawet nie w liczbie pielgrzymów.

W pytaniu, które prowokuje:

Czy potrafimy jeszcze zrobić coś, czego nie da się uzasadnić rachunkiem zysków i strat – po prostu dlatego, że kochamy i jesteśmy wdzięczni?

 

Żródło zdjęcia: FB Parafia Kikół

Ostatnio opublikowane na naszej stronie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *