Rowerami z Bodzanowa do La Salette. Młodzi podejmują 1800-kilometrowe wyzwanie

1800 kilometrów w 10 dni, bez samochodu technicznego, z całym wyposażeniem przewożonym na rowerach. Ks. Marcin Napora wraz z grupą młodych ludzi wyrusza z Bodzanowa do sanktuarium Matki Bożej w La Salette. Wyprawa organizowana pod hasłem „Rowerowe ŚDM” ma uczcić 180. rocznicę objawień Maryi we francuskich Alpach.

To nie będzie zwykły wyjazd turystyczny ani rekreacyjna przejażdżka. Każdego dnia uczestnicy mają pokonywać około 170–180 kilometrów. Będą zmagać się ze zmęczeniem, pogodą, usterkami, bólem i własnymi słabościami. Jednocześnie chcą budować wspólnotę, modlić się i dotrzeć razem do jasno wyznaczonego celu.

O przygotowaniach, wcześniejszych wyprawach oraz motywacji do podjęcia kolejnego wyzwania opowiadają w wywiadzie.

 

Rowerowe ŚDM – od Lizbony do La Salette

Tegoroczna wyprawa do La Salette jest już czwartym wyjazdem organizowanym w ramach inicjatywy Rowerowe ŚDM. Wszystko rozpoczęło się przed Światowymi Dniami Młodzieży w Lizbonie w 2023 roku. – Tam postanowiliśmy, w dosyć spontaniczny sposób, udać się do stolicy Portugalii na rowerach. Wtedy w małej, trzyosobowej grupie, po 22 dniach dotarliśmy do Lizbony – wspomina ks. Marcin Napora. Po powrocie pojawiło się pragnienie, aby podobne wyprawy organizować każdego roku. W 2024 roku grupa wyruszyła do Rzymu, a rok później do Stambułu. W czasie tej ostatniej wyprawy siedmioosobowa ekipa pokonała około 1700 kilometrów w ciągu 11 dni.

W 2026 roku celem jest francuskie sanktuarium w La Salette. Wybór miejsca nie jest przypadkowy. W tym roku przypada 180. rocznica objawień Matki Bożej, a odległość między Bodzanowem a sanktuarium wynosi około 1800 kilometrów. – Z Bodzanowa do La Salette jest 1800 kilometrów, a akurat obchodzimy 180. rocznicę, więc uznałem, że to jest właśnie ten cel i ten właściwy kierunek – wyjaśnia organizator wyprawy.

 

Wyprawa rowerowa bez zaplecza technicznego

Jedną z najważniejszych cech Rowerowych ŚDM jest brak samochodu serwisowego. Uczestnikom nie będzie towarzyszył bus przewożący namioty, ubrania, jedzenie czy części zamienne. Wszystko, czego będą potrzebowali przez kilkanaście dni, muszą umieścić w torbach rowerowych. – Nie ma żadnego busa serwisowego i nie będzie. Ten wyjazd jest wyjątkowy, dlatego że bierzemy wszystko na swoje ramiona, a dokładnie na rower – zaznacza ks. Marcin. Każdy uczestnik zabiera między innymi namiot, śpiwór, karimatę, ubrania i podstawowe wyposażenie. Wyprawa wymaga więc nie tylko dobrej kondycji, ale także umiejętnego ograniczenia bagażu. – Wtedy się okazuje, że człowiek potrafi przeżyć bez miliona rzeczy, że jest w stanie się ograniczyć do trzech koszulek w ciągu 15 dni – słyszymy w rozmowie. Brak technicznego zaplecza oznacza również, że awarie będą musieli usuwać samodzielnie. Każdy problem z rowerem, bagażem czy noclegiem stanie się wspólnym zadaniem całej grupy.

 

Młodzi, którzy zeszli z kanapy

W skład ekipy wchodzą przede wszystkim bardzo młodzi ludzie. Część z nich uczestniczyła już w wyprawach do Rzymu i Stambułu, dla innych droga do La Salette będzie pierwszym tak poważnym doświadczeniem rowerowym. Najmłodsi mają około 15–16 lat.

Ks. Marcin podkreśla, że samo podjęcie decyzji o udziale jest już czymś ważnym. – Jesteśmy w stanie znaleźć siedmiu odważnych ludzi, którzy chcą zejść z tej kanapy. Nie chcą siedzieć przy Netflixie i spać do 13:00 – mówi. Przed uczestnikami dwa tygodnie wysiłku i rezygnacji z codziennej wygody. Zamiast wakacyjnego odpoczynku wybrali trening, niepewne noclegi i wielogodzinną jazdę. – Jestem z tego przede wszystkim dumny, że podjęli takie wyzwanie i w tym sensie można powiedzieć, że są już zwycięzcami – dodaje kapłan.

Młodzi zwracają uwagę, że wyprawa jest dla nich szansą na sprawdzenie własnych możliwości, poznanie nowych miejsc i pogłębienie relacji w grupie. Jedna z uczestniczek mówi: – Ja zdecydowałam się na wyprawę rowerową, myślę, że ze względu na to, że od zawsze byłam aktywną osobą i takie wyzwania nie były mi obce. Dla niej wyjazd jest także okazją do powrotu do sportu po kontuzji, która zmusiła ją do rezygnacji z wcześniejszej dyscypliny.

 

Pielgrzymka, która zaczyna się przy ołtarzu

Choć uczestnicy muszą być dobrze przygotowani sportowo, celem wyjazdu nie jest jedynie zdobycie kolejnego miasta czy ustanowienie osobistego rekordu. Wyprawa rozpoczyna się Mszą Świętą w parafialnym kościele w Bodzanowie. – Spotkaliśmy się przy ołtarzu, nie spotkaliśmy się gdzieś indziej – podkreśla ks. Marcin. To właśnie z rodzinnej parafii grupa chce wyruszyć w drogę. Na rozpoczęcie przychodzą rodziny, przyjaciele i parafianie. Wspólna Eucharystia, pożegnanie oraz błogosławieństwo nadają wyprawie pielgrzymkowy charakter. – Chcemy z tego źródła, zaczerpnąwszy tego dobra, tej łaski, jechać razem do celu – wyjaśnia organizator.

Msza Święta będzie sprawowana również podczas kolejnych dni podróży – niezależnie od miejsca i warunków. Może odbyć się w pokoju, na noclegu albo w górach. Jeden z uczestników zauważa, że Eucharystia podczas wyprawy jest przeżywana inaczej niż w codzienności: – Na takim wyjeździe odczuwamy tę różnicę. Jest to coś innego, można bardziej się wczuć i ładniej przeżyć Mszę Świętą.

 

Kryzys może przyjść każdego dnia

Długa wyprawa rowerowa jest próbą nie tylko dla mięśni, lecz także dla psychiki. Wielogodzinna jazda, brak wygodnego łóżka, zmęczenie, trudności z jedzeniem i higieną mogą wpływać na samopoczucie oraz relacje w grupie.

Jedna z uczestniczek przyznaje, że obawia się przede wszystkim reakcji organizmu po kilku dniach intensywnego wysiłku. Osoby mające doświadczenie z wcześniejszych wyjazdów potwierdzają, że moment kryzysowy może przyjść niezależnie od przygotowania. – Przychodzi na każdego taki moment kryzysu, takiej trudności w danym dniu – mówi ks. Marcin.

W czasie zeszłorocznej podróży do Stambułu sam doświadczył dnia, w którym wydawało mu się, że nie będzie w stanie kontynuować jazdy. Kolejny dzień okazał się jednak znacznie łatwiejszy. – Następny dzień po nocnym odpoczynku będzie dużo lepszy. Zazwyczaj tak jest, że ten następny dzień jest zupełnie inny, dużo lepszy, wnosi dużo nadziei – wyjaśnia. Wyjazd staje się więc szkołą panowania nad emocjami, cierpliwości i odpowiedzialności za innych. Uczestnicy wiedzą, że w chwili słabości nie mogą myśleć wyłącznie o sobie.

Jeden z młodych mówi wprost – Ja się obawiam, że w siebie zwątpię. Odpowiedź prowadzącego dobrze pokazuje ducha całej wyprawy. – Jestem przekonany, że nie polegniemy, bo będziemy się razem wspierać i choćbyśmy mieli przywiązać siebie te dwa rowery, to tak zrobimy i dotrzemy do celu. Byleby razem.

 

Dwa tygodnie bez codziennych rozpraszaczy

Wielogodzinna jazda w grupie nie oznacza ciągłych rozmów. Rowerzyści poruszają się jeden za drugim, dlatego znaczną część dnia spędzają sami ze swoimi myślami.  – Tak naprawdę 90% czasu na rowerze nie gadamy z nikim. Jedziemy jeden za drugim i każdy jest pozostawiony na cały dzień z własnymi myślami. Bez telefonu, mediów społecznościowych i codziennych rozpraszaczy uczestnicy mają przestrzeń na refleksję nad sobą, swoją przyszłością i podejmowanymi decyzjami. – Jesteś tylko ty sam ze sobą przez praktycznie dwa tygodnie – dodaje młody rowerzysta. Właśnie dlatego wyprawa może stać się czymś więcej niż sportowym osiągnięciem. To czas odkrywania własnych ograniczeń, motywacji i pragnień. Jak mówi uczestnik, taka droga „może pokazać, kim tak naprawdę jesteś”.

 

Posłuchaj całego wywiadu z ekipą Rowerowych ŚDM

W rozmowie uczestnicy opowiadają również o najtrudniejszych chwilach wcześniejszych wypraw, jeździe w temperaturze przekraczającej 40 stopni, bólu mięśni i nadgarstków, braku snu, niecodziennych noclegach oraz radości z rzeczy, które w normalnych warunkach wydają się zupełnie zwyczajne.

To szczera rozmowa o przygotowaniach, obawach, wierze, wspólnocie i przekraczaniu granic. Nie brakuje w niej także humoru i anegdot pokazujących, jak młodzi patrzą na czekające ich wyzwanie.

Cały wywiad z ks. Marcinem Naporą i ekipą jadącą z Bodzanowa do La Salette można obejrzeć na kanale Strony Dobra w serwisie YouTube. Warto poznać uczestników jeszcze przed rozpoczęciem drogi, a następnie śledzić ich kolejne kilometry i drogę do sanktuarium Matki Bożej w La Salette.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *